Kup mieszkanie mówili, będzie fajnie mówili, czyli perypetie mieszkaniowe.

Kupno mieszkania, a tym bardziej pierwszego jest niezwykłe. Niezwykłe w emocje i koszty. 😉

Kiedy przyszedł moment odbioru mieszkania dotarło do mnie, że to się naprawdę wydarzyło. Coś co było poza zasięgiem, teraz jest rzeczywistością.

Pierwszy krok, to założenie prądu. Z radością ruszyłam do dostawcy energii.

Wizyta nr 1:

Na protokole odbioru jest wszystko oprócz numeru licznika, więc nie załatwiam tej sprawy.

(Kontaktuje się z developerem, przesyła mi na e-mail numer licznika)

Wizyta nr 2:

Z pewnością, że wszystko załatwię przychodzę ponownie do dostawcy energii. Jeszcze bardziej zorganizowana niż wcześniej wyciągam potrzebne dokumenty i zaczynam całą historię od nowa. Mówię, że mieszkanie jest nowe i że potrzebuję prądu, podaję dokumenty, wszystko jest co trzeba. Teraz już będzie z górki… 🙂 Pan wyrywa mnie ze stanu spokoju i mówi, że numer licznika nie zgadza się z podanym adresem. Myślę wtedy: „Jak to się nie zgadza? To nie możliwe!”. Pan, aby mi „pomóc” pyta mnie ponownie o adres, taki jaki podaję jak zamawiam pizzę. 🙂 Wracam z powrotem z całą historią jeszcze raz, że to nowe mieszkanie, że nikt tam nie mieszka, a żeby zamieszkał to potrzebuję prądu. Odchodzę z kwitkiem.

Wizyta nr 3:

Niezbyt miło zaskoczona obsługą przez poprzedniego Pana wybieram inne miejsce dostawcy. Przychodzę i nie ma numerków, nie wiadomo czy mnie obsłużą, czekam na własne ryzyko 1,5 h. Na szczęście się dostaje jako ostatnia. Zaczynam historię od nowa. Bardzo miła Pani wszystko mi tłumaczy, odpowiada cierpliwie na pytania, jest po prostu cudownie. W ciągu maksymalnie 14 dni będę mieć prąd. 🙂

Mija ponad tydzień od tamtego momentu. Dostaję fakturę za prąd. Patrzę, widzę i nie rozumiem. 🙂 Faktura o wartości 668,32 zł za około 7 dni. Myśli różne:

  • to błąd,
  • ktoś się podłączył pod mój prąd,
  • może to jakaś zaliczka? Choć w sumie zupełnie się to nie kalkuluje,
  • może developer naprawiając błędy korzystał z tego prądu?

Reakcja?

Telefon do dostawcy. Informuje, że zaskoczyła mnie faktura i nie rozumiem skąd ta kwota. Wyjaśniam, że nowe mieszkanie że jeszcze nawet nie remontuję, bo prądu nie było. Pani zdziwiona tak samo jak ja. 🙂 Prosi o zrobienie zdjęcia licznika i zgłoszenie tego do nich, bo może osoba, która spisywała licznik się pomyliła.

W międzyczasie, piszę do mojego ulubionego „specjalisty od zadań specjalnych” z pytaniem, czy to możliwe, aby zużyć tyle prądu w tak krótkim czasie?

Odpowiada:

„No Kasia, liczymy: 1265 kWh (kilowatogodzin) przez 6 dni:

* to jest średnio 211 kWh w ciągu doby

* czyli śr. 8.8 kWh w ciągu godziny

* czyli przez ten cały czas płynęło średnio 8.8 kW (niezmiennie, w dzień i w nocy, przez 6 dni bez przerwy)

Taki pobór może mieć np. 4 czajniki elektryczne (naraz), albo 18 suszarek do włosów (naraz, dzień i noc), albo np. 146 żarówek 60 watowych (naraz, dzień i noc, przez 6 dni).

Mogą być np. 4 farelki dzień i noc, przez 6 dni, np do suszenia zalanego mieszkania zimą, ale w dalszym ciągu mało prawdopodobne”.

Do mieszkania mam daleko, więc proszę na grupie sąsiedzkiej o to, aby ktoś z sąsiadów zrobił zdjęcie mojego licznika. W krótkim czasie zgłasza się chętna sąsiadka. Przychodzi do szafki z licznikami, sprawdza pierwszą i nie widzi mojego. Sprawdza drugą, a mojego brak. Kilka razy sprawdzamy numer licznika, dochodzi do takiego absurdu, że obie zastanawiamy się czy jest w dobrym bloku. 🙂 Zero efektu.

Dzwonię do biura odbiorów mieszkań i tłumaczę od początku całą sytuację. Pan mówi, że zaraz podejdzie i wszystko sprawdzi. Przychodzi do klatki, robi zdjęcie ale nie mojego licznika, przeprasza i za chwilę naprawia błąd, przesyła kolejne zdjęcie jednak nadal to nie mój licznik. Podaje mu numer z dokumentów odbioru. On podaje mi inny.

Podsumowując.

Numer licznika przy odbiorze jest inny niż rzeczywisty. Na błędny została podpisana umowa na prąd i wysłana faktura. Faktura jest prawdziwa, bo licznik istnieje ale należy do administracji. Teraz wszystko prostuję, a mieszkanie nadal bez prądu… 🙂